
| Zakazana planeta | nasze bannery |
|
Twoje Miasto > 3miasto - Poznań - Śląsk - Warszawa - Wrocław - wszystkie miasta |
|
|
Stella: "Have you both gone mad?" Tak jest ten wszechświat zbudowany, że każde dzieło, które przynosi sławę i dolary, pociąga za sobą również dziesiątki lepszych lub gorszych (to częściej) naśladownictw. "Gwiezdne wojny" bynajmniej nie są wyjątkiem od tej reguły. Słyszeliście kiedyś o "Starcrash"? To właśnie jedna z takich ambitnych prób zrobienia kasy na cudzym sukcesie, w tym wypadku chodzi o obrobienie Lucasa. Niezły mieli twórcy pomysł, nieprawdaż? I tym sposobem 8 marca 1979 roku do kin wszedł prawdopodobnie jeden z najbardziej kuriozalnych filmów SF w dziejach ludzkości.
Fabuła filmu (nie) zaskakuje. Dwoje ściganych listami gończymi przestępców, niejaki Akton oraz niejaka Stella, zostają pochwyceni w imieniu prawa przez policję galaktycznego Imperium. Biedna Stella trafia do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, gdzie stwierdza, że tamtejszy ekosystem może źle wpłynąć na jej cerę (może dlatego, że w międzyczasie, z bliżej nieokreślonych powodów, ubrała się w skórzaną bieliznę prosto z seks-sklepu), w następstwie czego postanawia uciec. I ucieka, niestety szybko wpada w ręce tych samych policjantów. I tu następuje fantastyczny zwrot akcji, mający odmienić nie tylko teraźniejszość, ale również przyszłość! Panowie stróże prawa przybyli bowiem w celu... uwolnienia Stelli! Dlaczego? A, bowiem okazuje się, że Imperator ma problem. Jegomość zwany Zartharnem lub po prostu Złym Hrabią postanawia obalić Imperatora i przejąć wpływy w jego dzielnicy (niczym Władysław Łokietek). I tylko Stella i Akton, jako najlepsi piloci i tak dalej... mogą pokonać Hrabiego, oraz przy okazji odnaleźć syna Cesarza, który gdzieś wyparował.
A teraz, mili państwo, zgadnicie, kto wcielił się w rolę Księcia Następcy. Pamiętacie jeszcze tego wirtuoza sztuki aktorskiej? Tak jest, galaktycznego księcia Simona gra sam David Hassel(the)Hoff! I na dodatek macha mieczem świetlnym:
Właśnie, przejdźmy do, jak mówią ziomy ze Stadionu u których kupuję filmy, specefektów, bo te są niesamowite. Poczynając od niemożliwych do opisania gwiazd w niemal wszystkich kolorach tęczy, przez godne ILMu lasery, na statkach skończywszy. O tak, miłośnicy kosmicznych niszczycieli i fregat (którzy wiedzą na czym polega różnica między klasš, a typem) powinni być zachwyceni. Albo może przerażeni. Radę dają także kostiumy, szczególnie te noszone przez niemal nagie Amazonki (sic!), które napadają w jednej ze scen bohaterów. Innymi słowy: w sferze wizualnej "Starcrash" zapewnia nam wszystko to, co lubimy w tzw. kinie SF typu retro. A nawet dużo, dużo więcej!
Tym, co niewątpliwie ogromnie wyróżnia rzeczoną produkcję na tle innych jest niespotykana na tę skalę alogiczność. Do gry aktorskiej na poziomie fanfilmów startrekowych już się przyzwyczailiśmy. Do tanich efektów również. Do dennych dialogów, tandetnych kostiumów i do wszystkiego innego. Zresztą prawda czasów, prawda ekranu, prawda? Ale kiedy widzimy robota, któremu głowę rozwala maczugą jakiś troglodyta, podczas gdy wcześniej ten sam robomen wyszedł niemal bez szwanku po byciu trafionym z laserowej spluwy? W takim momencie człowiek zaczyna się zastanawiać: czy ktoś w ogóle czytał ten scenariusz? I to jest dopiero fenomenalne!
"Starcrash" to dzieło niesamowite. "Starcrash" to kompletne dno i zupełnie nieporozumienie. To prawdziwa uczta dla wytrawnego kinomana. Można tak mówić, i mówić, mnożyć epitety w nieskończoność. Niech jednak zamiast tego przemówią zdjęcia i oryginalny zwiastun filmu. Tymczasem ja się już wyłączam i zachęcam: zobaczcie koniecznie!
This site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates. Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2009 |
Współpracujemy z... ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |