
| Robal | nasze bannery |
|
Twoje Miasto > 3miasto - Poznań - Śląsk - Warszawa - Wrocław - wszystkie miasta |
|
|
Wszyscy wiemy co jest największym handicapem w fantastyce naukowej. Wyobraźnia. A, i masa zagadnień wynikających z konwencji do wykorzystania. Przyszłość daje tak wiele możliwości. Techniczny postęp, roboty, cyborgi, droidy, klonowanie, loty w kosmos etc. W tym wszystkim jak trzcina myśląca, jak piasku ziarenko w klepsydrze tkwi człowiek. Mały samotny, przytłoczony otaczającą go industrialną rzeczywistością. Z jednej strony swoją pomysłowością, pracą, wytrwałością, uporem dokonał tak wiele. Z drugiej jednak zaczyna mieć wątpliwości czy jego własna działalność nie przyniesie na niego zguby. Kara za 'hybris' to nie przelewki. Mojra zawsze dopnie swego. Dziś porozmawiamy nieco właśnie o zagrożeniach jakie w science-fiction czyhają na homo sapiens sapiens przyszłości. Z miejsca wyeliminuję zagadnienia, których nie będę poruszał. Klony - tożsamość człowieka, dylematy czy jeszcze jestem - out. Roboty - prawa robotyki, "do androids dream of.." - niet. Technika - wielka bomba, ocieplenie klimatu, oziębienie klimatu, wymrzemy jak mamuty - jeszcze nie pora. Zająć chciałbym się tym co w sf najsmakowitsze: kontaktami z pozaziemskimi cywilizacjami. Takie kontakty oczywiście mogą być różne, raz lepsze, raz mniej. Aczkolwiek z doświadczenia i preferencji wiemy, że, nie oszukujmy się, wolimy konflikty. Zagrożenie napędza ludzkość. Cywilizacja kolokwialnie mówiąc "rusza" z potrzeby. Szwajcarzy przez setki lat pokoju nie wynaleźli nic poza dziurami w serze. Moda i lans na zegarki ruszyła wraz z przyjazdem do Helwecji pewnego "Sarmaty"... Dlatego właśnie najczęściej spotykani "kosmiczni bracia" nie wyglądają jak ET i machając świecącym paluchem nie mówią "Home". Są źli, paskudni, niezrozumiali dla nas i marzą o tym, żeby upiec naszą pożałowania godną rasę z szynką i ananasem na cienkim cieście. Wywołanie strachu być musi. Z przekonania, że my dobrzy, szlachetni tamci źli i czerstwi buduje się idealny biało-czarny obraz rzeczywistości. Ale to już numer stary jak świat. Oczywiście, tu istotne, skądś pomysł na takich villainów trzeba wziąć. Zwykle twórcy odnoszą się do lęków, własnych lub takich jakie dręczą demokratyczno-ludowe masy. A że nie znamy (jeszcze) innych światów pomysły zwykle objawiają się na kopiowaniu rozwiązań z umownie przyjętej "natury". Jako małą dygresję wtrącę, że pewien rysownik do EI stworzył koncept pewnej postaci na bazie clowna, którego to lękał był się, pacholęciem jeszcze będąc. Nie trzeba pewnie dodawać, że Lucas to zaakceptował, a geeki et consortes pokochali. No ale, o innych lękach miało być. Zabawne, że tak wielu ludzi lęka się - "Robali". Biorę tu owo sformułowanie w wyjątkowo szeroki cudzysłów. "Robalami" okazują się wielkie owady, wielkie pajęczaki, wielkie robaki. Wszystko co jest małe, wyglądem paszczy nie budzi zaufania, tak, że aż za s. dr Wiesławą chce się powtórzyć "on [nietoperz - przyp. dr Tomasz] ma taki pysk, że się na helołin nadaje". I to jakoś tłumaczy popularność robali.
W 1997 holenderski reżyser Paul Verhoeven nakręcił na jej podstawie film. ![]() Oto jak ocenili go jurorzy. Nie muszę dodawać, że jakkolwiek by nie liczyć średnia wynosi 3,8. W 1985 roku amerykański pisarz Orson Scott Card wydał powieść która przyniosła mu zarówno nagrody Hugo i Nebulę. Była to Gra Endera. Znowuż przyszłość. Świat podzielony na dwa obozy - Amerykę i sięgającą Holandii strefę wpływu sił Układu Warszawskiego. Radzieccy marines - prawdziwie oldschoolowy vintage. Pomimo tego zwaśnione strony chwilowo nie toczą ze sobą wojny. Powód podobny kosmiczni najeźdźcy - Robale. Ludzkość przeżyła już dwie Inwazje. Ostatnią dzięki genialnemu, jak Thrawn, strategowi Mazerowi Rackhamowi, który paru błyskotliwym manewrom zawdzięcza rozbicie floty rywali. W celu odparcia trzeciego natarcia krzyżuje się najinteligentniejszych ludzi, odbiera wynikłe dzięki temu potomstwo i w specjalnej szkole-stacji na orbicie poddaje wojskowemu szkoleniu. Któryś z tych kilkulatków okaże się obergeniuszem zdolnym zdobyć bezwarunkową miłość podwładnych oraz rozbić skutecznie robale. Głównym bohaterem jest chłopiec Ender. Pół-Polak, żeby było zabawniej. Paradoksalnie nie sama walka z robalami jest najistotniejsza. Książka porusza bardzo wiele interesujących kwestii. Przede wszystkim kapitalne ukazanie stopniowej przemiany małego chłopca w trakcie szkolenia. Moralne dylematy, które niejednokrotnie musi przełamywać, żeby osiągnąć to co jest mu przeznaczone - ocalenie ludzkości. Zachowanie dorosłych, których chęć przeżycia i uratowania świata popycha do prowadzenia tego zabójczego dla Bogu ducha winnych ciągle przecież dzieci szkolenia. Doskonałe jest wytłumaczenie przyczyny samego konfliktu. A prawdziwą perłą jest krótkie, proste, paradoksalnie na wskroś chrześcijańskie przekonanie nie chcącego zabijać wrogów Endera czemu właśnie musi ich ostatecznie unicestwić. Same robale są rzekłbym standardowe. Brzydkie, niezrozumiałe, działające w roju, sterowane przez królowe i mające w każdej chwili identyczne myśli. Mimo wielu niespodziewanych zwrotów akcji i opartemu na najbardziej ludzkim uczuciu miłosierdzia zakończeniu, można śmiało rzec: "Napawa optymizmem". Dla dopełnienia pokrótce dopowiem jeszcze kilka innych utworów i tworów w których partycypują robale. Zacznę po geekowsku - cały Dark Nest. Znowu rój, znowu królowa, znowu telepatia i tego typu szmery-bajery (copyright by cwany-lis). Podobnie rzecz ma się w StarCrafcie. Przecież nikt nie bierze na poważnie za wrogów Protossów. Prawdziwym utrapieniem są robakowo-"jaszczurzy"(?) Zergowie. Poczynając od ich symbolu Hydraliska kończąc na jajach z których się wykluwają. ![]() Skoro powiedziało się Zergowie, trzeba dodać jeszcze obdarzone królowymi Alieny. Facehugger i Chestburster są niesamowicie robalowi i obślizgli Xenomorph (czyli dokładnie z greki na polski - "obcego kształtu"). Na deser dodam warhammerowych Tyranidów. Zaś wisienkę z uwieńczenia owego deseru, i tu przepraszam wszystkich, którzy nagrywają, stanowi pamiętny Robal z Man in Black. Choć tu miałbym wątpliwości, czy można toto określić mianem fantastyki naukowej... Dr TomaszThis site is in no way sponsored or endorsed by: George Lucas, Lucasfilm Ltd., LucasArts Entertainment Co., or any affiliates. Star Wars and all its characters are (C) and TM by Lucasfilm Ltd. Website content (C) ICO Squad, 2001-2009 |
Współpracujemy z... ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |