Tytuł: Poe Dameron 016
Scenariusz: Charles Soule
Rysunki: Angel Unzueta
Historia: Legend Lost, part III

Na szczęście obecny story arc należał do tych krótszych i wraz z zeszytem Poe Dameron 016 dobiegł on końca. Jednak o dziwo, po słabiutkich poprzednich częściach, finał historii Legend Lost nie wywoływał już odruchu wymiotnego i nawet potrafił momentami wciągnąć.

Speed

Jeśli jesteście odpowiednio starzy, z pewnością pamiętacie przełomową rolę Keanu Reevsa w filmie Speed. Jeśli nie pamiętacie, koniecznie powinniście nadrobić braki, bo był to kawał naprawdę niezłego kina akcji. A piszę o tym dlatego, że w historii Legend Lost skorzystano w motywu, który świetnie sprawdził się w kinowym hicie lat ’90. Zamiast wysłużonego autobusu miejskiego, mamy tutaj ociężały statek transportowy, który wybuchnie w chwili, gdy zacznie zwalniać. A za jego sterami oczywiście najlepszy pilot Ruchu Oporu – Poe Noseron.

Pomimo wtórności pomysł naprawdę miał potencjał i mógł uczynić historię wciągającą i emocjonującą. Próbkę tego właśnie dostaliśmy i był to bardzo potrzebny powiew świeżości po dwóch ślamazarnych numerach. Z jednej strony podobno lepiej późno, niż wcale, z drugiej jednak nastąpiło to chyba zbyt późno, by historię ocalić i wyprowadzić na prostą.

Captain Commander Malarus Phasma

Niestety podobnego przyspieszenia jak fabuła, nie nabrało przedstawianie nowej antagonistki Poe Noserona. O Commander Malarus dalej nie wiemy praktycznie nic, poza tym, że charyzmy ma tyle, co  przepocone skarpety szturmowca. Jest to właściwie pozbawiona zbroi kalka Phasmy, czyli kolejna potężnie zbudowana herod-baba, z której, jak przychodzi co do czego, niekompetencja wyłazi niczym słoma z butów.

Obie panie są tak podobne, że nie mogą dziwić teorie, jakoby były jedną i tą samą osobą. O ile tego typu fanowskie teorie nie sprawdzają się prawie nigdy, nie zdziwiłbym się, gdyby ten przypadek był wyjątkiem potwierdzającym regułę. Czy uczyniło by to postać Commander Malarus nieco ciekawszą i nadało sensu jej wprowadzeniu? Pewnie tak, ale niestety tylko w niewielkim stopniu, bo od Terexa i tak dzielić będą ją lata świetlne.

LoboT-erex

A skoro już o naszym ulubionym agencie mowa, to okazuje się, że mimo jego „lobot-omii”,  jest szansa, że powróci on do dawnej formy. Przynajmniej mam nadzieję, że w ten sposób należy interpretować ostatnią scenę z jego udziałem (aczkolwiek Angel Unzueta mógł nam dać tutaj nieco jaśniejszy sygnał). A jeśli tak się stanie, bardzo ciekawi mnie, po której stronie opowie się „zmartwychwstały” Terex i na kim zemścić będzie chciał się w pierwszej kolejności.

„Where did those fighters come from? No matter… Our ships will end them.” – Commander Malarus

„Previous encounters with Poe Dameron suggest a 97 percent probablity he will destroy our entire TIE contingent. A 62 percent probablity he will destroy this vessel as well. By himself.” – LoboT-erex

„Shut up, Terex.” – Commander Malarus

Ale nawet jeśli nie czeko go nic z tych rzeczy, cieszy fakt, że Charlesowi Soule udało się wykrzesać z Terexa coś ciekawego, nawet pomimo jego obecnego stanu.

Poe Noseron

O dziwo bardzo dobrze wypadły tym razem także ilustracje. Nie wiem, co zmienił w swych pracach Angel Unzueta, ale z jednego z najsłabszych ogniw obecnej historii, nagle stały się one jedną z największych zalet komiksu Poe Dameron 016. Tam gdzie ma być dynamicznie, jest dynamicznie, tam gdzie na twarzach bohaterów mają malować się emocje, tak właśnie się dzieje. Jest tylko jedno ale, a przybrało ono postać ogromnego nochala Poe. Owszem, u Oscara Isaaca jest on dość wydatny, ale w wydaniu Angela Unzuety wygląda on wręcz karykaturalnie.

Tym niemniej finał historii Legend Lost i tak jest o niebo lepszy od poprzednich jej części. Różnica jest tak znacząca, że pozwoliła mi nawet odzyskać część wiary w serię Poe Dameron i jej twórców.

Na zakończenie tradycyjnie recenzje poprzednich części obecnej historii:

Oraz alternatywny wariant okładki: