Po czym poznać, że zbliża się data wydania nowej powieści ze świata Star Wars? Ano po tym, że w mediach zaczynają pojawiać się pierwsze jej fragmenty. Tak też jest z najnowszą książką Christie Golden (Mroczny Uczeń) – Inferno Squad, która za oceanem pojawi się już 25 lipca.

USAToday opublikowało właśnie pierwszy fragment książki, która opowiadać będzie historię Iden Versio, dowódcy tytułowego Inferno Squad i centralnej postaci nadchodzącej gry Star Wars: Battlefront 2. Akcja powieści rozgrywać się jednak będzie na długo przed wydarzeniami gry, a dokładniej w czasach, gdy Iden była jeszcze pilotem myśliwca TIE w randzie starszego sierżanta.

Książka będzie eksplorować coraz popularniejszy ostatnio trend opowiadania historii z punktu widzenia Imperium pokazując, że w jego szeregach mnóstwo jest postaci, które da się lubić, ba, którym da się kibicować. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Iden (i wcielająca się w nią aktorka, Janina Gavankar), staje się szybko jedną z największych, pozafilmowych gwiazd nowego kanonu.

Wszystko to sprawia, że na Inferno Squad czekamy z wielką niecierpliwością. Ale zanim nadejdzie 25 lipca, nacieszyć możemy się pierwszym fragmentem książki (który jako jedyni dla was przetłumaczyliśmy, bo tacy fajni jesteśmy!):

„Uwaga piloci” Iden usłyszała w uchu głos swego dowódcy – Keli Neerik, i przez piękna, krótką chwilę myślała, że dowódca eskadry wyjaśni, co się właściwie dzieje. Ale Neerik powiedziała jedynie „Gwiazda Śmierci w polu rażenia za sześć minut.”

Iden przygryzła wargę rozważając, czy powinna się odezwać. Nie odzywaj się. Nie odzywaj się, powtarzała sobie, ale najwyraźniej słowa żyły własnym życiem. Zanim się zorientowała, one już się wydostały.

„Z całym szacunkiem pani Komandor, ale skoro zostało tylko sześć minut do zniszczenia księżyca, czemu w ogóle tutaj jesteśmy? Przecież trzydzieści jednoosobowych statków nie będzie w stanie w żaden sposób zagrozić Gwieździe Śmierci, i to w tak krótkim czasie.”

„Sierżant Versio” – głos Neerik był zimny niczym kosmiczna próżnia – „nie wyobrażaj sobie, że pozycja twego ojca daje ci jakiekolwiek specjalne przywileje. Jesteśmy tu, bo Lord Vader tak rozkazał. Być może chciałbyś skierować to pytanie bezpośrednio do niego, gdy wrócimy na stację? Jestem pewna, że z przyjemnością wyjaśniłby ci swoją strategię.”

Iden poczuła zimno na samą myśl o osobistej rozmowie z Lordem Vaderem. Nigdy go nie spotkała, ale słyszała wiele niepokojących plotek.

„Nie, pani Komandor, to nie będzie koniecznie.”

„Tak też myślałam. Po prostu wykonuj rozkazy, sierżant Versio.”

Iden zmarszczyła brwi, ale potem porzuciła temat. Nie musiała rozumieć Rebeliantów, wystarczyło żeby ich niszczyła.

Obrała za cel najbliższego X-winga i strzeliła. Zielone wiązki laserów dosięgnęły wrogiego statku, a po chwili pozostały po nim tylko szczątki i jasny błysk.

Ale niemal jakby mogli wyczuć jej odzyskaną pewność siebie, rebelianccy piloci zawiesili poprzeczkę znacznie wyżej. Kątem oka dostrzegła nagły błysk, a gdy się obróciła, z zaskoczeniem stwierdziła, że lecące we wszystkich kierunkach szczątki są czarne.

Iden nie wiedziała, kto właśnie zginął. Myśliwce TIE były tak ujednolicone, że nie sposób było odróżnić jednego od drugiego. Ich piloci nie powinni myśleć o swoich maszynach, jako wiernych towarzyszach, jak to podobno często zdarzało się w szeregach rebeliantów. Statek był statkiem i niczym więcej. Iden rozumiała, że dla Imperium także pilot był tylko pilotem i niczym więcej. Tak samo zbywalny i łatwy do zastąpienia, jak statki, którymi latali.

Wszyscy służymy ku chwale Imperatora, wpajał jej ojciec od najmłodszych lat. Nikt z nas nie jest niezastąpiony. Iden była już oczywiście świadkiem niszczenia imperialnych statków. To była wojna, a ona była żołnierzem. Ale zbywalna? Co to, to nie.

Półuśmieszek, który nie schodził z jej twarzy przez większość walki zniknął, a Iden gniewnie zacisnęła zęby. Odbiła, być może zbyt gwałtownie, w prawo i namierzyła kolejnego X-winga. Kilka sekund później był on już tylko żółto-pomarańczową kulą ognia.

„Mam cię!” – wyszeptała.

„Bez komentarzy, Versio,” ostrzegła ją Neerik nieco podniesionym głosem, tym razem bardziej gorącym, niż lodowatym.

Iden namierzyła najbliższego Y-winga, a następnie go zestrzeliła. Wirujące dziko fragmenty myśliwca dały jej poczucie ukojenia po stracie towarzyszy broni.

„Gwiazda Śmierci w polu rażenia za dwie minuty. Pamiętajcie by zachować odpowiedni dystans od planety.”

Stało się jasne, dlaczego Neerik prowadziła odliczanie. Iden natomiast musiała przyznać, że pilotowi najbliższego Y-winga nie brakowało odwagi. Aczkolwiek przemieszanej z głupotą. Myśliwiec oddalał się teraz z najwyższą szybkością od Gwiazdy Śmierci i pędził w stronę powierzchni księżyca. Zdecydował umrzeć honorowo wraz ze swą bazą, czy też próbował po prostu wymknąć się Iden?

Tak czy inaczej nie uda ci się, pomyślała, kontynuując pościg. Przeciwnik znalazł się w jej zasięgu, a ona strzeliła. Nie zwolniła, gdy statek eksplodował, po prostu przyciągnęła stery i wbita w fotel ominęła kolejną kulę ognia i szczątków, tylko po to, by ustawić się przed kolejnym Y-wingiem, gotowa do strzału.

Blada, księżycopodobna bryła Gwiazdy Śmierci majaczyła za statkiem, a jej gargantuiczne rozmiary sprawiały, że rebeliancki myśliwiec wyglądał jak zabawka, którą Iden pamiętała z dzieciństwa. Y-wing pędził w stronę Yavinu tak szybko, jak mógł, manewrując tak gwałtownie, że Iden zmarszczyła brwi próbując go namierzyć.

Nagle pojawiła się wszechogarniająca jasność.

Chwilowo oślepiona, Iden odbiła gwałtownie w bok tracąc chwilowo kontrolę nad swoim TIEem. Gdy jej wzrok powrócił, zdała sobie sprawę, że otaczających ją odłamków było tak dużo, jakby nagle zmaterializowała się w polu asteroid. Skupiła się niczym wiązka laserowa, by szaleńczymi zwrotami i manewrami unikać największych odłamków, żałując jednocześnie z całych sił, że myśliwce TIE nie miały osłon.

Iden wciąż robiła unik za unikiem oddychając głęboko i spokojnie. Ale w głębi duszy wiedziała, że była to już tylko kwestia czasu. Szczątków było zbyt wiele, niektóre z nich wielkości kapsuł ratunkowych, niektóre tak małe, jak jej zaciśnięta pięść. A ona była w samym środku. Mniejsze odłamki już dosięgnęły jej myśliwca. Wcześniej czy później uderzy w nią także jeden z większych, a wtedy zarówno starsza sierżant Iden Versio, jak i jej statek zostaną zaledwie jednym ze szczątków czegoś, co było kiedyś księżycem Yavina.

Najwyraźniej podleciała zbyt blisko celu Gwiazdy Śmierci i dostała się w niszczycielską falę wszechogarniającej destrukcji – przed czym, zresztą, ostrzegała ją jej pani komandor.

Ale jak to się mogło stać?

„Mayday, mayday,” krzyczała Iden, nie potrafiąc zachować spokoju w swym głosie, gdy desperacko próbowała uniknąć katastrofy. „Tutaj TIE Sigma Trzy z prośbą o pomoc. Powtarzam, tutaj TIE Sigma Trzy z prośbą o pomoc. Czy ktoś mnie słyszy, odbiór?”

Cisza. Absolutna, mrożąca krew w żyłach, przerażająca cisza.

I jak wam się podoba? Bo nam bardzo i już nie możemy się doczekać, by poznać pełną historię Iden Versio.

Na koniec mamy też dla was mały bonus w postaci dwustronnego plakaty, który jest częścią kampanii promującej książkę: