Komiks: Darth Vader 001
Scenariusz: Charles Soule
Rysunki: Giuseppe Camuncoli
Historia: The Chosen One, part I

Gdy tylko usłyszałem, o nowej serii poświęconej Darthowi Vaderowi, a raczej o tym, kto będzie odpowiadał za scenariusz, miałem poważne obawy. Charles Soule z pewnością nie jest najgorszym ze scenarzystów na usługach Marvela, ale do najlepszych też mu daleko. Sporo też już stworzył dla nowego kanonu Gwiezdnych Wojen, ale jego występy okazały się bardzo nierówne. O ile wcześniej zajmował się najczęściej postaciami i lub/okresami niezbyt znamiennymi i jeszcze w naszej świadomości nie ugruntowanymi, o tyle teraz spod jego pióra wychodzić miała najbardziej ikoniczna postać całej Sagi i to w jakże interesującym okresie kształtowania się legendy Dartha Vadera.

Na szczęście wygląda na to, że obawy okazały się bezpodstawne, a autor zadaniu podołał i zafundował nam bardzo solidne i mocne otwarcie.

Always two there are

Nawet biorąc pod uwagę okrojone źródła nowego kanonu, widzieliśmy już przynajmniej kilka par Sithów, jednak aż do premiery komiksu Darth Vader (2017) 001 nie mieliśmy tak dobrze pokazanej fazy „szkoleniowej”. Jedi szkolono na naszych oczach na lewo i prawo, jednak po ciemnej stornie Mocy najczęściej dostawaliśmy już albo ukształtowanych Sithów, albo proces ich szkolenia był prezentowany bardzo pobieżnie. Na szczęście Charles Soule nie uległ temu trendowi i pomimo tego, że miejsca nie miał dużo, świetnie zarysował nam dynamikę pomiędzy mistrzem i uczniem oraz metody, z jakich z niekłamaną przyjemnością korzysta ten pierwszy.

„I realize this has been a… traumatic time for you. But if you touch me with the force again, I will finish what Kenobi could not.” – Palpatine do Dartha Vadera

Co prawda zapowiada się, że w kolejnych numerach ich interakcji między Imperatorem, a Vaderem nie będzie już tak dużo, ale nie wyobrażam sobie, by miało jej w ogóle nie być, a jeśli będzie na takim samym poziomie, to ten wątek zapowiada się przednio i pozwoli nam spojrzeć na ciemną stronę Mocy i jej adeptów z nieco innej perspektywy.

Krwawiące kryształy

Kolejną bardzo ciekawą rzeczą, jakiej dowiadujemy się z kart komiksu, jest proces, jaki przejść musi każdy sith, by „wykuć” swój miecz świetlny. Dzięki powieści Ahsoka wiedzieliśmy już, że swój szkarłatny kolor miecze Sithów zawdzięczają „krwawiącym” kryształom kyber. Ale teraz na cały proces zostało rzucone znacznie więcej światła i wszystko wydaje się jeszcze bardziej pasować do tego, czym i jaka jest ciemna strona Mocy. Dzięki tej wiedzy, cały proces zdobywania oręża i „wykrwawiania” kryształu w wykonaniu Dartha Vadera również zapowiada się bardzo ciekawie.

Bonusy

Jako dodatek do dwóch powyższych dostaliśmy jeszcze co najmniej trzy bonusy. Pierwszym z nich jest niesamowity klimat, którym premierowy numer nowej serii Dartha Vadera wręcz ocieka. Śmiem twierdzić, że poza pojedynczymi numerami innych komiksów, to pod tym względem zdecydowanie najmocniejsza pozycja. A jeśli i tutaj uda się utrzymać poziom, to nowy Darth Vader może stać się najlepszą z dotychczasowych serii.

Bonus numer dwa, to rysunki, może nie wybitne, ale dobre, a czasem nawet bardzo dobre. O dziwo szczególnie Palpatine wygląda na nich świetnie, a wiemy, że to mu się praktycznie nigdy nie zdarza. Sceny akcji oferują adekwatną dynamikę, a Vader przez większość czasu wygląda naprawdę groźnie. Także i tutaj powiedzieć mogę: Tak trzymać!

No a po głównej historii dostaliśmy też coś, na rozładowanie atmosfery, czyli przygody mouse droida Bleep-Bloopa (imię raczej nie jest oficjalne). Niby nic, a jednak całkiem miłe zakończenie i tak już świetnego komiksu.

A na zakończenie jeszcze galeria pięknych, alternatywnych okładek: