No i stało się! W dniu dzisiejszym zadebiutowała w końcu nowa gra karciana od Fantasy Flight Games, na którą czekałem dobrych kilka miesięcy. Choć powiedzieć, że czekanie trwało bez mała 15 lat, też nie byłby nadużyciem. Dlatego też, pomimo tego, że o nowej karciance pisałem już nie raz i nie dwa, postanowiłem dać jej recenzję z prawdziwego zdarzenia.

Zasady

To pierwsze na co zawsze zwracałem uwagę podchodząc do nowej gry (a mam ich za pasem naprawdę sporo). Z reguły szukałem mechaniki na tyle złożonej, by sama rozgrywka była naprawdę wymagająca i wciągająca, ale przy tym wszystkim dawała wiele frajdy. Jak łatwo się domyślić, takie perełki były rzadkością. A Star Wars Przeznaczenie do nich nie należy. Tutaj zasady z powodzeniem nawet 7-letnie dziecko opanuje. Ale o dziwo, złożoność rozgrywki czy frajda z niej płynąca na tym nie cierpią. Wręcz przeciwnie! Dynamiczne i wymuszające dużą interakcje zasady sprawiają, że gry, choć często nie dłuższe, niż 20 minut, są bardzo ekscytujące, a sytuacja na stole potrafi zmieniać się jak w kalejdoskopie. Jest to zatem idealny przykład gry.

15123023_554280608103589_4620603986855522992_o

Przed moimi pierwszymi grami miałem też ogromne obawy związane z losowością, wszak rzucane kośćmi nigdy nie było moją mocną stroną. Na szczęście i tutaj rozczarowałem się bardzo mile. Bo owszem, kiepskie rzuty własne, szczególnie w połączeniu z dobrymi rzutami przeciwnika bolą, jednak umiejętne wykorzystywanie zasad oraz dobrze złożona talia, potrafią tę przewagę łatwo zniwelować.

Wszytko to sprawia, że Star Wars Przeznaczenie jest idealnym przykładem gry „easy to learn, hard to master” (w wolnym tłumaczeniu – łatwa to nauczenia, trudna do opanowania) i pokazuje, że jest to ideał, do którego karcianki (i nie tylko) dążyć powinny.

Wykonanie

Zacznę od elementu, który był mi dotąd całkowicie obcy, a mianowicie kości. To są naprawdę spore i masywne. Rozmiarami sporo przewyższają to, co pamiętam z dzieciństwa, a wagą to nawet je pewnie dublują. Na szczęście znajdujące się na nich grafiki nie naniesione w formie naklejki, a niejako wprasowane w samą kość, dzięki czemu powinny być one dość odporne na uszkodzenia. Sam gier z prawdziwymi kośćmi nie rozegrałem jeszcze zbyt wielu, ale ponoć z czasem lubią się ona porysować, skąd zalecane jest korzystanie z mat do gry.

swd01_cardfan_02

Jakość kart jest dobrze znanym i w zupełności wystarczającym standardem. Jedyne do czego mogę się w tej kwestii przyczepić, to strona graficzna. Sam layout kart nie przekonuje mnie w pełni, trąci bowiem myszką i wygląda… powiedzmy retro (taki eufemizm). Znacznie lepiej ma się sprawa z samymi ilustracjami. W swym życiu widziałem wiele „rysowanych” gier karcianych, a poziom twórców nigdy nie był równy. Nie jest też taki w Przeznaczeniu, ale nowa gra ma tę zaletę, że choć są rysunki lepsze i gorsze, to nie natknąłem się na jakieś, które byłyby ewidentnie szkaradne.

Dostępność (zarówno gry, jak i graczy)

Jak na razie wszystko wygląda w sumie fajnie (miejscami nawet super fajnie), ale jak mówi stare przysłowie – każdą karciankę trafi szlak, jeśli graczy brak. Na szczęście już po pierwszym dniu na rynku wygląda na to, że Star Wars Przeznaczenie na brak graczy narzekać nie będzie. W całej Polsce od razu utworzyły się bardzo liczne ośrodki, gdzie Przeznaczenie jest grane, dyskutowane i kupowane. Jeśli zatem w Waszym mieście jest choć jeden sklep z grami, całkiem możliwe, że znajdziecie w nim już przynajmniej kilku graczy. Co więcej, na grudzień jest już też zaplanowanych kilka większych i mniejszych turniejów Przeznaczenia, w różnych częściach kraju.

O popularności tej gry najlepiej niech świadczy fakt, że w Krakowie, w którym o gry nigdy nie było ciężko, Przeznaczenia już się nie uświadczy. Nie dlatego, że polski wydawca – Galakta (też przecież z Krakowa) – czegoś nie dopatrzył. Po prostu co, co nabyły sklepy sprzedało się na pniu. Także ja sam, nawet jakbym chciał wzbogacić swoją kolekcję (a chciałbym bardzo), to nie mam jak tego obecnie zrobić.

Ale nic to, postaram się uzbroić w cierpliwość i mam nadzieję, że zostanie ona wynagrodzona. A na razie cieszę się tym, że gra pozwoliła mi odnowić stare znajomości. Jak się bowiem okazało, wielu kumpli, z którymi lat temu naście zagrywaliśmy się w Star Wars CCG, a z którymi od tamtej pory straciłem kontakt, podobnie jak ja, wraca do gry. Będzie więc okazja spotkać się po latach, by przy przyjacielskiej partyjce Star Wars Przeznaczenie, powspominać stare, dobre czasy.

Wersja polska

Tak tak, Star Wars Przeznaczenie ma polską wersję językową (dlatego też Przeznaczenie, a nie Destiny). I była to kolejna rzecz, które budziła u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, poza legendarnym Doom Trooperem, zawsze grałem w karcianki w oryginale. Poza tym mowa przecież o Star Wars, gdzie kultowe cytaty wryły mi się w pamięć, serce i duszę w wersji oryginalnej (nawet najwięksi puryści językowi i fanatycy polskiej mowy muszą przyznać, że Let The Wookiee Win i Pozwól Wookieemu Wygrać, to niebo a ziemia). Wkradł się też jeden, poważny błąd, który w sposób znaczący zmienił działanie karty w stosunku do jej oryginału.

Z drugiej strony, ani ja, ani znajomi z dawnych lat młodzi już nie jesteśmy, a to oznacza, że nie rzadko rośnie pod bokiem kolejne pokolenie fanów. A nie ma nic (i mówię to z autopsji), co tak skutecznie rozpala miłość do Gwiezdnej Sagi, jak wspaniała gra karciana jej towarzysząca. No a dzięki polskiej wersji językowej, tatusiowie mogą bez przeszkód zarażać pasją swoje pociechy, a gra połączy pokolenia. Co więcej, słyszałem nawet o przypadkach, gdzie upodobaniem do Przeznaczenia udawało się zarażać nie tylko dzieci, ale i żony!

14938338_1142900579090805_5034266475233827061_n

Na szczęście swoją wersję językową mają też nasi bracia Czesi i tam pojawiają się takie kwiatki, jak na przykład złosyn Tuskensky Najezdnik 😀

Cena

No i właśnie, wersja polska ma jeszcze jedną przewagę, a mianowicie cenę. Zestaw dodatkowy (w slangu zwany boosterem) w polskiej wersji językowej kosztuje w okolicach 10 zł, zatem tyle, co piwo w knajpie. No i tak oto wróciły czasy, gdy każdy wydatek przeliczało się na ilość boosterów, które można by w zamian kupić. I to najlepsza oznaka tego, że Star Wars Przeznaczenie wciągnęło mnie na dobre i poświęcał mu będę długie godziny.

Dlatego też absolutnie każdego fana Star Wars i gier „bez prądu” zachęcam, czy dał Star Wars Przeznaczenie szansę. Nie mam bowiem wątpliwości, że wiele z tych szans gra wykorzysta.

A jeśli udało mi się Was zachęcić, to Star Wars Przeznaczenie znajdziecie na przykład w tych sklepach: