Scenariusz: James Robinson
Rysunki: Tony Harris
Historia: Phantom Limb

Czerwone ramię C-3PO nie było może najbardziej frapującą i dyskutowaną niewiadomą powstałą w wyniku obejrzenia Przebudzenia Mocy, ale jest pierwszą, które znajduje swoje wyjaśnienie na kartach najnowszego komiksu spod znaku Star Wars.

Krótka, bo 1-cześciowa opowieść skupia się na jednej z najmniej lubianych głównych postaci całego świata Gwiezdnych Wojen – C-3PO (palmę pierwszeństwa na zawsze dzierżyć już będzie zapewne Jar Jar, ale druga pozycja Threepio jak dla mnie, także jest niezagrożona), a jednocześnie podnosi do tej pory skutecznie zamiatany pod dywan, temat droidów, ich samoświadomości, lojalności, a także miejsce w świecie.

Będę się powtarzał, ale uważam, że droidy zasługują na nieco uwagi i cieszę się, że po jednym z odcinku Rebelsów, ktoś znów przemówił w ich sprawie, a któż nadawał się do tego lepiej, niż irytująco gadatliwy Bóg Ewoków.

A już tak na serio, choć historia fabułę ma dość prostą – przypadkowa i bardzo różnorodna banda droidów-rozbitków, musi połączyć siły, by nie tylko przeżyć na niezwykle nieprzyjaznej planecie, ale także wykonać niezwykle istotne dla Ruchu Oporu zadanie.

Na czele grupy, bynajmniej nie w wyniku demokratycznych wyborów, staje oczywiście nasz bohater, jednak ich podróż przez nieprzyjazne i niebezpieczne pustkowie, jest zaledwie pretekstem, by przedstawić zaskakująco głębokie i interesujące przemyślenia, na temat losu droidów w odległej galaktyce i jego niesprawiedliwości. Choć oczywiście to wciąż historia powstała pod egidą Star Wars, więc ostatecznie jej wydźwięk był bardziej pozytywny.

Komiks, który jak można wyczytać między powyższymi wierszami, uznaję za zaskakująco dobry,  pokazał też w zupełnie innym świetle postać C-3PO i znacząco poprawił jego wizerunek (nadwątlony przede wszystkim przez prequele). To oczywiście wciąż dość naiwny i dobroduszny blaszak, który scenarzystom służy praktycznie za każdym razem jedynie jako element humorystyczny (comic relief), jednak teraz widać, że pod jego złotą czaszka, kryje się znacznie więcej, niż można by przypuszczać.

Dużo trudniejsze zadanie mam z oceną rysunków. Na pierwszy rzut oka prace Tony’ego Harrisa wyglądają paskudnie, jednak im dłużej przyglądałem się jego grubej, nieco topornej kresce i bardzo specyficznej, ocierającej się momentami o abstrakcje, kolorystyce, tym bardziej przekonywałem się, że można dostrzec w niej pewną wartość i tajemniczy, halucynogenny urok.

Pozostaje też pytanie, czy ten komiks w ogóle był komukolwiek do szczęścia potrzebny? Rozwiązanie tajemnicy czerwonej ręki Threepia w najmniejszym nawet stopniu nie zmienia przecież odbioru Przebudzenia Mocy, ani nie wprowadza nowych elementów do całego uniwersum. Jednak dzięki tej historii, która doskonale przecież oddała jego charakter i irytującą manierę, już nigdy nie będę na postać droida protokolarnego, czy jak sam siebie określa Naczelnego Droida Komunikacyjnego Ruchu Oporu, patrzył w ten sam sposób.

I to jest główna zaleta Star Wars Special: C-3PO i dlatego oceniam co na 8/10, choć zastanawiałem się, czy nie przyznać jej nawet więcej.


A na koniec jeszcze galeria alternatywnych okładek komiksu: