Scenariusz: Charles Soule
Rysunki: Phil Noto
Historia: Black Squadron, part I

Oto i jest! bodaj najbardziej oczekiwane wydawnictwo komiskowe od czasu debiutanckiego numeru Star Wars #1. A dlaczego tak się stało? Oczywiście dlatego, że w końcu dostajemy komiks, w którym spodziewać się można bezpośrednich nawiązań i wprowadzeń do Przebudzenia Mocy (nie tak, jak mocno naciągany cykl Journey to Star Wars: The Force Awakens), w końcu jego bohaterem jest najlepszy pilot Ruchu Oporu – Poe Dameron!

Ten od razu rzucany jest w wir akcji, a jego umiejętności pilotażu poddawane są poważnej próbie. A przynajmniej tak można się domyślać, bo rysunki Phila Noto jakoś nie potrafią oddać napięcia, emocji i poczucia zagrożenia, które chyba miało tam być. Nie jest jednak nowością, że ja rysunków tego pana po prostu nie czuję. Może więc czytając byłem uprzedzony i nie jest wcale tak kiepsko.

Później cofamy się nieco w czasie i dowiadujemy (choć bardzo oględnie), jaką misję wyznaczyła swemu asowi Generał Organa. Pamiętacie, wczoraj wspominałem, że będzie ona dotyczyła badania miejsc silnie związanych z Mocą, Jedi i Sithami. Teraz wiadomo już więcej, a to co wiadomo, jest największą zachętą do uważnego śledzenia serii Poe Dameron. Okazuje się bowiem, że poszukiwania Luke’a doprowadziły Leię do osoby Lor San Tekki, który w Przebudzeniu Mocy stanowił jedną z większych niewiadomych (a potencjał Maxa Vod Sydowa został na tak małą rolę zmarnowany).

Okazuje się, że znany jest on bardziej jako Odkrywca… No a więcej, to odkryć będziecie musieli sami, bo nie chcę tego spoilerować.

Podzielę się zatem ogólnymi odczuciami po lekturze pierwszego numeru Poe Damerona. Niestety historia mnie nie porwała, a sama postać głównego bohatera zobrazowana została bez zęba. Poza uzębieniem, Charles Soule pozbawił Poe także łobuzerskiego, uroczo bezczelnego poczucia humoru, którym oczarował widzów w początkowych scenach Przebudzenia Mocy, a potem niestety gdzieś zatracił. Miałem nadzieję, że odnajdzie je w komiksie, ale na razie się to nie stało.

Odnalazł za to kilka znajomych twarzy, bowiem w jego misji towarzyszą mu między innymi znany z filmu oraz książki Koniec i Początek Snap Wexley, a także dawny dowódca jego matki – duros imieniem L’ulo. Jest też oczywiście Najwyższy Porządek, bo przecież jakże mogłoby być inaczej.

Ja tylko mam nadzieję, że Poe Dameron względnie szybko odnajdzie Lor Sen Tekkę i nie potrwa to dłużej niż dwa „story arc” (trwają z reguły po 5-6 numerów), a tym samym komiks zacznie prezentować wydarzenia dziejące się po Przebudzeniu Mocy. Przeciąganie tego wątku dłużej, byłoby już nudne, czego twórcy są mam nadzieję świadomi.

No i przyszedł czas na ocenę, a ta niestety na razie nie jest zbyt wysoka, bo ani rysunki, ani scenariusz nie spełniły moich oczekiwań, a nawet ocena 6/10 jest nieco na zachętę.

A na koniec jeszcze galeria pozostałych wariantów okładki numeru #1: