Tytuł: Princess on Lothal

W zeszłym tygodniu, po dłuższej przerwie na ekrany powrócił serial Star Wars Rebels, a zarówno świetny zwiastun drugiej połowy sezonu…

 

… jak i nadchodzący debiut Księżniczki Lei. Oczekiwania były więc ogromne, a jak odcinkowi „Princess on Lothal” udało się im sprostać?

Wydaje się, że całkiem nieźle. Akcja nie weszła w nim co prawda na najwyższe obroty i okazał się on dość kameralny w stosunku do tego, co widzieliśmy w zwiastunie, ale taka rozbiegówka też jest potrzebna.

Na plus na pewno muszę poczytać postać Lei, która w takiej odsłonie jest dla mnie zdecydowanie najlepsza i wzbudziła największą sympatię. Pokazała też charakter, determinację i ogromną wiarę w słuszność swej misji – przymioty, które w filmie nie zawsze miały okazje się uzewnętrznić, a które sprawiają, że jest w stanie poderwać do walki niezdecydowanych i natchnąć tych, którzy walczą z nią ramie w ramie.

A już na pewno natchnęła Ezrę. ten wciąż jest w żałobie po stracie rodziców (a raczej po uzyskaniu informacji o jej śmierci), pozostaje nieobecny i wyciszony, jednak obecność księżniczki ma na niego zbawienny wpływ i zdaje się on nią znacznie bardziej zainteresowany, niż dotychczasowym obiektem westchnień – Sabine.

W miarę wiarygodnie zostały przedstawione też starania Lei, by zachować pozory przykładnego obywatela i „pracownika” Imperium, podczas gdy w istocie duszą i ciałem wspiera ona Rebelię. Oczywiście owa wiarygodność zakłada niejako z góry wyjątkową naiwność i nieudolność imperialnych oficerów i szturmowców. Mocno naciągana była też niezwykle szczelna ponoć ochrona statków, które przybyły jako wsparcie rebeliantom (pod warunkiem, że je sobie najpierw ukradną). Gdy przyszło bowiem co do czego, cała akcja przebiegła wyjątkowo gładko (a AT-AT padały wyjątkowo szybko).

Jednak poza tym był to bardzo przyzwoity odcinek, który jest, mam nadzieję, zapowiedzią znacznie mroczniejszych fabuł oraz kolejnych gościnnych występów postaci znanych i lubianych.

Ocena: 7/10